„Dobra, a teraz już całkiem poważnie. Co się stało?” – zapytał chirurg, patrząc na zdjęcie mojej złamanej kości śródstopia.
Powiedziałam więc raz jeszcze i zgodnie z prawdą, że siedziałam na krześle zwinięta w kłębek, czytałam książkę, ścierpła mi noga, a jak z niego schodziłam, to niefortunnie stanęłam i nagle coś chrupnęło… Spojrzał na mnie, pokręcił głową i za nic nie chciał mi uwierzyć. Pewnie w myślach układał już scenariusz z nartami albo skokiem na bungee, bo wersja ze skrajnie niebezpiecznym czytaniem po prostu nie mieściła mu się w głowie. Miałam wtedy siedemnaście lat i niewiele później moja stopa wylądowała w gipsie, a ja znów mogłam zanurzyć się w lekturze bez konieczności przerywania jej na jakąś szkołę. 😉
No cóż, czytanie książek bywa sportem ekstremalnym. 😉
Zaczęłam czytać bardzo wcześnie, czytałam też do góry nogami, kiedy mama robiła to zbyt wolno 😉 Pamiętam naszą pierwszą wspólną wyprawę do biblioteki i powrót do domu z wypożyczoną tam książką zatytułowaną „Mrówka Andy”. Z nosem w książce chodziłam odkąd pamiętam, bo od zawsze wolałam ciszę i świat schowany między stronami. Zabierałam je ze sobą na wakacje i czytałam w każdej wolnej chwili siedząc pod drzewem nad jeziorem. To moja bezpieczna przystań. Co roku wyznaczam sobie nowy cel czytelniczy, co motywuje mnie do regularnego czytania nawet, gdy brakuje mi czasu, ale lista tych, które chciałabym przeczytać i tak jakoś dziwnie stale rośnie.
Dlaczego lubię czytać? Powodów jest kilka. Książki to dla mnie idealny reset po całym dniu pracy z ludźmi, a także ucieczka od uczucia przebodźcowania mediami społecznościowymi i internetem w ogóle, a także świetny nawyk, dzięki któremu mogę odłożyć telefon na długo zanim zasnę, co przekłada się na jakość mojego snu. Przez wiele lat czytałam wyłącznie po angielsku, żeby maksymalnie wykorzystać wolny czas na naukę języka, ale parę lat temu dzięki reportażom Wydawnictwa Czarnego (ich pozycje non-fiction niezmiennie mnie zachwycają, a zaczęło się od fantastycznej książki „Białe” Ilony Wiśniewskiej) wróciłam do polskiej literatury i teraz chłonę ją w ilościach przemysłowych, jak za dawnych lat.
Czy czytanie książek pomaga mi w pracy? Jeszcze jak! To jedna z najlepszych technik uczenia się języka: uciekasz w nie od swojego otoczenia, zanurzasz w lekturę i uczysz z kontekstu. Poznajesz słowa w niezliczonej liczbie naturalnych kontekstów, wgłębiasz się w inną kulturę, i dostrzegasz inne poczucie humoru. To swoista podróż w czasie i przestrzeni – coś absolutnie dla mnie magicznego.
1. Najszybsza droga do opanowania nowego słownictwa
Kiedy czytasz książkę w oryginale, Twój mózg dostaje niesamowity prezent: kontekst. Zamiast wkuwać bezduszne, listy słówek, stykasz się z nowymi wyrażeniami w żywej opowieści. Dzięki temu Twoja głowa naturalnie domyśla się znaczenia słów z otaczających je zdań. W ten sposób łapiesz naturalne frazy i bez większego wysiłku rozszerzasz swoje słownictwo. Czytanie wprowadza Cię w świat idiomów, odniesień kulturowych i unikalnego sposobu myślenia, którego nie znajdziesz w żadnym podręczniku.
2. Gramatykę chłoniesz całkowicie naturalnie
Każde przeczytane zdanie to dla Twojego mózgu darmowa próbka poprawnego języka. Kiedy czytasz, Twój umysł nieświadomie chłonie szyk zdań, czasy i konstrukcje gramatyczne. Nie musisz robić nudnych i powtarzalnych ćwiczeń, bo dzięki literaturze zaczynasz po prostu czuć, co brzmi dobrze, a co nie.
3. Czytanie niesamowicie ułatwia rozumienie ze słuchu
Może się to wydawać paradoksalne, ale czytanie niesamowicie poprawia to, jak słyszysz. Widząc słowa na papierze, utrwalasz ich pisownię i łączysz je w głowie z dźwiękami. Kiedy później usłyszysz te same słowa w szybkiej, codziennej rozmowie, Twój mózg natychmiast je rozpozna, bo ma już zakodowany ich wzrokowy obraz.
4. Czytanie przekłada się na lepsze mówienie i poszerza horyzonty
Jak wspominałam wcześniej, uwielbiam reportaże, ale równie chętnie sięgam po literaturę piękną. Moja biblioteczka pełna jest książek poruszających różne tematy: od trudnych ludzkich losów, po ciekawostki ze świata natury. Interesuje mnie prawie wszystko: od mechanizmów rządzących światem, przez słonie morskie, aż po inteligencję ośmiornic i to, jak działa ludzki mózg. Dzięki temu na moich lekcjach nigdy nie brakuje tematów do rozmów ani słownictwa, by te rozmowy prowadzić, ponieważ czytając tak różnorodnie zaznajamiam się z językiem z wielu dziedzin.
Przede wszystkim jednak czytanie to potężny trening empatii. Pozwala wejść w buty drugiego człowieka i zobaczyć rzeczywistość z jego perspektywy. Ta umiejętność pomaga mi słuchać między wierszami, a w pracy lektora pozwala też wyczuć, kiedy kursant ma gorszy dzień, kiedy paraliżuje go stres albo bariera językowa i jak dać mu przestrzeń, żeby poczuł się bezpiecznie i zaczął swobodnie mówić.
5. Dzięki książkom zapominasz, że w ogóle uczysz się języka
Neurobiologia jasno pokazuje, że ludzki mózg nie cierpi suchych faktów i tabelek, ale uwielbia opowieści. Kiedy czytasz jakąś historię, w Twojej głowie aktywują się dokładnie te same ośrodki, które działałyby, gdybyś przeżywał(a) te sytuacje naprawdę. Czytanie dosłownie przebudowuje połączenia synaptyczne w mózgu (neuroplastyczność!). Angażowanie się w język obcy poprzez lekturę poprawia pamięć, zdolności rozwiązywania problemów i pomaga opóźnić procesy starzenia się mózgu. Po prostu chłoniesz wiedzę, nawet o tym nie myśląc.
6 złotych zasad czytania w języku obcym
Jeśli chcesz zacząć czytać w oryginale, ale boisz się, że utkniesz na pierwszej stronie, mam dla Ciebie kilka prostych, sprawdzonych zasad:
- Na początku ignoruj słowa, których nie znasz. Zaufaj mi – i tak złapiesz ogólny sens (o ile tekst będzie oczywiście dostosowany do Twojego poziomu znajomości języka). Kiedy odpuścisz ciągłe zatrzymywanie się, zaczniesz czytać w taki sam sposób, w jaki słuchasz żywego języka, a przy okazji poczujesz ogromną satysfakcję, że dajesz radę przechodzić przez kolejne strony.
- Schowaj słownik. Ciągłe sięganie po telefon czy aplikację w trakcie lektury po prostu Cię rozproszy i wybije z rytmu opowieści.
- Kiedy w takim razie sprawdzać słówka? Tylko w dwóch przypadkach: Gdy konkretne słowo pojawia się bardzo 5 lub więcej razy (Twój mózg sam daje Ci znać: „o, to jest ważne, nauczmy się tego!”) lub gdy dane słowo całkowicie blokuje Ci zrozumienie sensu całego fragmentu.
- Zawsze doczytaj zdanie do końca! Nie zatrzymuj się w połowie, kiedy trafisz na nieznany wyraz. Bardzo często końcówka zdania sama podpowie Ci, o co chodziło, i naturalnie domyślisz się znaczenia z kontekstu.
- Wracaj do trudniejszych fragmentów. Jeśli w jakimś akapicie zdarzyło Ci się już sprawdzić słowa w słowniku, przeczytaj tę sekcję jeszcze raz na spokojnie, żeby utrwalić je w głowie.
- Zapisuj nowe słowa i wyrażenia! Nic tak nie pomaga, jak fizyczne zanotowanie tego, co Cię zaciekawiło.
I na koniec, czy książki dwujęzyczne (z polskim tłumaczeniem obok) są dobrym pomysłem? Moim zdaniem raczej nie.
Dlaczego? To pułapka. Skończy się na tym, że zamiast walczyć z oryginałem, Twój mózg wybierze łatwą drogę (no tak już mamy wszyscy 😉) i po prostu zaczniesz czytać polski przekład. Szukanie konkretnych słówek między kolumnami zajmie Ci wieki, a same tłumaczenia bywają zawodne. Korzystanie z takich wydań to trochę jak rozwiązywanie sudoku, kiedy na sąsiedniej stronie masz już nadrukowane gotowe odpowiedzi. Żadna zabawa i żaden trening dla głowy.
Czytanie w oryginale na początku bywa wyzwaniem, ale kiedy odpuścisz potrzebę rozumienia każdego pojedynczego słowa, zacznie się prawdziwa magia. Powodzenia!
