Cześć! Mam na imię Natalia i kiedy wybierałam kierunek studiów, brałam pod uwagę przede wszystkim moją miłość do języka angielskiego i… niechęć do uczenia innych 😉

Naprawdę, tak właśnie było. Jako introwertyczka nie wyobrażałam sobie siebie stojącej przy tablicy i użerającej się z grupą dzieciaków. Chciałam po prostu w spokoju pracować z językiem, dlatego koniec końców złożyłam dokumenty na specjalizację tłumaczeniową z językiem niemieckim na Uniwersytecie Śląskim.

A potem, na trzecim roku studiów, zaczęłam pracować jako lektorka języka angielskiego i niemieckiego. Chciałam niezależności, potrzebowałam pracy, a mój ówczesny partner był święcie przekonany, że świetnie się w tym zawodzie odnajdę. Sama również byłam bardzo ciekawa, jak to jest uczyć dorosłych i czy dam sobie radę. To doświadczenie zmieniło wszystko. Dzięki niemu jestem teraz tu, gdzie jestem, a Ty możesz uczyć się ze mną 😊

Czarny kot, różowa świnka i żółty kanarek, czyli jak to się zaczęło

Zacznijmy od początku. Kiedy miałam 8 lat (wówczas obowiązkowy angielski w szkole wchodził dopiero w czwartej klasie), mama zapisała mnie na prywatne zajęcia. Grupa była niewielka, a nasza nauczycielka – absolutnie fantastyczna. Pokochałam angielski z dnia na dzień. Do dzisiaj mam mój pierwszy zeszyt, a w nim rysunki czarnego kota, różowej świnki i żółtego kanarka, które są twardym dowodem na to, że kariera artystyczna nie była mi pisana i dobrze, że jednak wybrałam filologię 😉

Lubiłam mówić po angielsku, od najmłodszych lat dbałam o to, jak wymawiam słowa, chciałam też rozumieć jak najwięcej. W podstawówce pomagałam tym dzieciakom w klasie, które radziły sobie gorzej. Tłumaczyłam im zdania linijka po linijce. Oni próbowali kuć wszystko na pamięć, żeby tylko zdać, a ja chciałam to po prostu czuć i rozumieć.

Kiedy miałam 13 lat, dostaliśmy do wypełnienia szkolny formularz z pytaniem o wymarzony zawód. Bez wahania wpisałam „tłumacz”, nie wiedząc jeszcze kompletnie, z czym to się je. Wiedziałam tylko, że chcę robić coś z angielskim i nie chcę nikogo uczyć. W liceum angielski stał się całym moim życiem. Słuchałam muzyki, śledziłam teksty piosenek i namiętnie tłumaczyłam sobie każde słowo.

Na profesjonalne konwersacje w szkole językowej zapisałam się dopiero przed samą maturą, bo koszty były wysokie. Moja lektorka Ania, młoda studentka, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Po raz pierwszy poczułam wtedy, że też chciałabym być dla kogoś taką inspiracją. Z kolei zajęcia standardowe prowadził tłumacz, pan Wojciech. Już na dzień dobry kazał nam odłożyć książki i po prostu zacząć mówić. To tam się otworzyłam i całkowicie przełamałam barierę przed mówieniem.

W międzyczasie miała okazję wyjechać na wakacje za granicę. Możliwość swobodnej rozmowy dodała mi skrzydeł. Mało tego, będąc nastolatką, zakochałam się w Rosjaninie i gdyby nie angielski, którego używaliśmy do komunikacji ze sobą, tamta historia potoczyłaby się zupełnie inaczej! W czasie studiów z kolei miałam wspaniałą okazję pomieszkać i popracować dłuższą chwilę w Londynie, gdzie zderzyłam się z tym „prawdziwym” angielskim (napiszę o tym więcej już niebawem 😉). Ta cenna lekcja pozwoliła mi jeszcze bardziej rozwinąć umiejętności językowe i zrozumieć, że w nauce najważniejsza jest praktyka, co dzisiaj przekazuję moim kursantkom i kursantom.

Pasja, która stała się biznesem na własnych zasadach

Angielski był i jest dla mnie nie tylko sposobem na życie, ale przede wszystkim ogromną pasją. I nie ma w tym ani grama przesady. Po godzinach ciągle się rozwijam: czytam, oglądam, słucham, notuję, powtarzam, a potem przekazuję to, czego się nauczyłam, moim kursantkom i kursantom. Po prostu uwielbiam spędzać czas w ten sposób i nie traktuję tego jako obowiązek, lecz przyjemność.

Kiedy w końcu zaczęłam pracę w szkole językowej, zauważyłam, że naprawdę zarażam innych swoim entuzjazmem, a wiedzę potrafię przekazać w prosty, przystępny sposób. Ludzie doceniali nie tylko moją wiedzę i wymowę, ale też empatię, otwartość i łatwość, z jaką potrafiłam rozmawiać z nimi na każdy temat oraz atmosferę bez stresu, w której czuli się swobodnie.

W swoim życiu zawodowym dzisiaj łączę pracę tłumacza (czyli skupienie i precyzyjną pracę z tekstem) z pracą z ludźmi – i to wszystko na własnych zasadach, bo wiele lat temu odważyłam się postawić wszystko na jedną kartę i zacząć pracować na własny rachunek. To połączenie daje mi ogromną satysfakcję. Lubię słuchać, pomagać i patrzeć, jak moje kursantki i kursanci z lekcji na lekcję pokonują swoje opory. Miarą naszego wspólnego sukcesu jest ich pewność siebie i całkowity brak stresu podczas mówienia.

Jak wygląda efektywna nauka ze mną?

Z każdym pracuję inaczej, bez sztywnych szablonów. Dostosowuję tempo i tematy do Twoich realnych zainteresowań. Wierzę, że efektywna nauka to połączenie:

  • dobrego planu działania,
  • systematycznej pracy z autentycznymi materiałami źródłowymi,
  • entuzjazmu i ciekawości, dzięki której po prostu chce się uczyć,
  • bezpiecznej i luźnej atmosfery, w której błędy są po prostu częścią procesu, a nie powodem do wstydu.

Jeśli chcesz na własnej skórze przekonać się, jak wygląda praca ze mną – napisz do mnie 😊 Porozmawiamy o tym, czego potrzebujesz, a ja powiem Ci, jak pomogę Ci osiągnąć Twoje cele.

P.S. Na tamtych zajęciach w szkole językowej nie tylko przełamałam barierę językową. Poznałam tam również świetnych ludzi. Tomku, jeśli to czytasz, pozdrawiam Cię serdecznie! 😊